Należy uszanować sposób, w jaki dziecko chce przeżywać żałobę. W reakcji na nagłą stratę mogą pojawić się różne objawy, warto o tym z dzieckiem rozmawiać: Wspominanie osoby, która odeszła, nawracające, czasem natrętne myśli o tej osobie. Sny o osobie lub o wydarzeniu, czasem koszmarne. KRYSZTAŁOWY DEPILATOR DO CIAŁA bezbolesna depilacja złuszczająca. Zapoznałem się z Polityką prywatności www.mn-shop.pl oraz wyrażam zgodę na przetwarzanie przez M & N SPÓŁKA CYWILNA ANITA MICHALEC,BEATA NOWICKA, Batalionu Parasol 2/16 62-800 Kalisz, udostępnionych przeze mnie danych osobowych na zasadach opisanych w Polityce trzymaj-mnie-za-reke. Follow. najbardziej nienawidzę kiedy czuję się samotnie. dlatego chce Ciebie obok mnie zawsze. bądź szczęśliwa moim kosztem nawet. kiedy będziesz mieć jakiś problem to na mnie go zrzuć. bo mój żywot nigdy nie był aż tak ważny jak Twój. #smutne #milosc #krzywda #samotność #samobojca #ból #smierc #strach Zanim przystąpimy do rozmowy z dzieckiem, powinniśmy zastanowić się nad tym, w co sami wierzymy, jak wyobrażamy sobie śmierć człowieka oraz to, co się z nim później dzieje. Powinniśmy 1 sposób – naturalny wróg, czyli obecność kota. Kot już od zarania dziejów jest największym wrogiem gryzoni. Niektórzy potrafią nawet pożyczać go np. od sąsiadów, by ten pozbył się myszy. Jeżeli chcesz złapać gryzonia, warto będzie wpuścić do mieszkania nie jednego, a nawet kilka kotów. Na tydzień przed jej śmiercią nie wiem, czybym zdołała jej pomóc, bo jeśli człowiek chce umrzeć, to umrze. Ale gdybym ją spotkała między 14. a 26. lub 30. rokiem życia, to z pomocą dzisiejszych terapii, myślę, można by jej pomóc. . fot. Fotolia Kilka miesięcy temu oglądałam film dokumentalny na temat eutanazji. Pamiętam pokazaną w nim historię samotnej starszej pani mieszającej w domu opieki. Staruszka od dawna żyła w depresji spowodowanej przedwczesną śmiercią córki. Z powodu braku chęci do życia zdecydowała się na eutanazję, którą pokazano przed kamerami. W dniu podania trucizny seniorka jak zwykle rano ubrała się i zjadła śniadanie. Znalazła nawet czas na codzienny trening na rowerku stacjonarnym. Następnie zdawkowo pożegnała się z wybranymi pensjonariuszami – zupełnie tak, jakby wyjeżdżała dokądś tylko na kilka dni. Gdy nadeszła odpowiednia pora, lekarz, jakby bez większego przekonania, zapytał ją, czy na pewno chce umrzeć. Potwierdziła. Gdy wypiła truciznę, chwilę jeszcze siedziała na łóżku, po czym położyła się, zamknęła oczy i umarła. Ten film mną wstrząsnął. Nie dlatego, że pokazywał najintymniejszą chyba chwilę w życiu człowieka – umieranie – i nie dlatego, że do śmierci pacjentki przyczynił się lekarz. Przeraził mnie ten spokój. Ta pewność tego, że ktoś chce pożegnać się z życiem tu i teraz i nikt nie jest w stanie mu pomóc. Ta świadoma decyzja i brak strachu. I ta cisza, która nastaje na końcu. Lekarz leczy i zabija? W Belgi zalegalizowano eutanazję w 2002 roku. W lutym 2014 roku rozszerzono prawo – od tego czasu o „śmierć na życzenie” mogą „ubiegać się” także osoby małoletnie oraz nieuleczalnie chore dzieci. W takich przypadkach konieczna jest zgoda rodziców oraz pomoc psychologa, który ocenia, czy niepełnoletni ma zdolność osądu i jest w stanie samodzielnie zadecydować o rozstaniu się z życiem. To sprawia, że eutanazji nie przeprowadza się u niemowląt ani chorych psychicznie. Na szczęście jest bardzo niewiele dzieci, wobec których rozważana jest eutanazja, ale to nie oznacza, że powinniśmy im odmówić prawa do godnej śmierci – powiedział Wim Distelmans, Szef komitetu ds. kontroli eutanazji w rozmowie z gazetą "Het Nieuwsblad". Gdy 1 kwietnia 2002 roku w Holandii weszła w życie Ustawa o zakończeniu życia na żądanie i pomocnictwie w samobójstwie, w Europie zawrzało. Eutanazja nie jest jednak nowym „wynalazkiem”, a pierwsze wzmianki o niej pojawiały się już w starożytności. Wówczas oznaczała umiejętność umierania z godnością i odnosiła się do osoby, która zmarła szybko i w sposób bezbolesny. Można jednak odnieść wrażenie, że i wówczas, setki lat przed naszą erą, uczeni mieli na temat eutanazji odmienne zdania. Z jednej strony Hipokrates zakazywał jednoznacznie lekarzom tego typu praktyk, zaznaczając: „Nikomu, nawet na żądanie, nie dam śmiercionośnej trucizny, ani nikomu nie będę jej doradzał...”. Z drugiej zaś Platon uważał, że decyzja o zaprzestaniu leczenia nie należy ani do pacjenta, ani do lekarza. Medyk nie powinien leczyć ciał wyniszczonych chorobą. Ten grecki filozof szedł nawet krok dalej głosząc, że o wartości ludzkiego życia nie decydują subiektywne odczucia, lecz obiektywna ocena przydatności danej jednostki dla społeczeństwa. Jego uczeń, Sokrates, popierał ten punkt widzenia uznając, iż lekarz ma prawo podjąć decyzję o zaprzestaniu leczenia… nawet wbrew woli pacjenta. Nie powinien jej też zmieniać nawet jeśli może osiągnąć dzięki temu jakieś zyski. Eutanazja dziś: zastrzyk lub trujący syrop Dyskusja o eutanazji wybuchła na nowo kilka dni temu, gdy z prawa do legalnej śmierci skorzystał 17-latek. Jedyne, co „przeciekło” do mediów w tej sprawie, to informacja, że chłopak był nieuleczalnie chory i cierpiał z powodu strasznego bólu fizycznego. Nie wiemy, na co chorował ani kim są jego rodzice. Zgodnie z prawem musieli jednak wyrazić zgodę na jego śmierć. Co czuli, podejmując taką decyzję? Czy mieli chwile wahania? Nie wiadomo też, w jaki sposób dokonano na nim eutanazji. W świetle prawa można uśmiercić pacjenta na dwa sposoby: przez wstrzyknięcie dużej dawki barbituranów lub podanie trującej mieszanki w formie syropu z wodą. W pierwszym przypadku osoba taka traci przytomność i umiera po mniej więcej dwóch minutach. W drugim – kładzie się i zasypia, a śmierć przychodzi w ciągu od 5 do 45 minut. Uznaje się, że podanie trującej mieszanki do picia w pewnym stopniu zdejmuje odpowiedzialność z lekarza za śmierć pacjenta. Niektórzy uważają bowiem, że medyk jedynie dostarcza śmiercionośny syrop, ale to osoba, która chce umrzeć, bierze go i wypija. O tym, co lekarz czuje w takim momencie, opowiadał niegdyś dr Marc van Hoey z organizacji „Prawo Do Śmierci z Godnością” – lekarz, który przeprowadza eutanazje: Zawszę czuję to samo. Podkreślam to niezmiennie podczas wykładów dla lekarzy i pielęgniarek: jest tylko jedna osoba, która zainicjowała całe zdarzenie – pacjent. Daję ludziom to, czego sami naprawdę chcą. Taka myśl pozwala na wytchnienie od wszelkiego relatywizmu. To jest jej lub jego decyzja, którą spełniam. I tu pojawia się pytanie: czy dziecko – bo przecież 17-latek nadal nim jest w świetle prawa – może podjąć w pełni świadomą decyzję dotyczącą własnej śmierci? Eutanazja a aspekt prawny Tak, chcę umrzeć Od 2014 roku w Belgii nie ma ograniczeń wiekowych dotyczących przeprowadzania eutanazji. Nawet w Holandii – określanej jako jedno z najbardziej liberalnych państw europejskich – śmierć na życzenie jest możliwa tylko u osób, które ukończyły 12. rok życia. Nie zmienia to jednak faktu, że to wciąż kwestia uśmiercania na życzenie dzieci. Czy dziecko może podjąć decyzję w tak ważnej sprawie? Zapytałam o to p. Sławomira Wolniaka – lekarza psychiatrę, ordynatora Kliniki Psychiatrycznej i Terapii Uzależnień Wolmed w Dubiu: Sytuacja z osobami nieletnimi jest bardzo trudna. Ciężko sobie wyobrazić, by w obliczu choroby całkowicie świadomie decydowały o swoim życiu i śmierci. Biorąc pod uwagę chociażby brak doświadczenia życiowego, konsekwencje płynące z takie czynu oraz jednak możliwości wyzdrowienia. Bo taka szansa zawsze istnieje. Jestem człowiekiem wierzącym i odwołam się też do wiary – dla ludzi wierzących nie ma sytuacji bez wyjścia. Eutanazja to problem tak złożony, że nie sposób w jednym artykule zawrzeć choćby połowy przemyśleń czy koncepcji, które się z nią wiążą. Unikam więc nawiązywania do kwestii wiary, polityki czy jak sądzę bardzo ważnego zagadnienia, które się z nią łączy: pieniędzy. Nie zapominajmy bowiem, że eutanazja może być też niezłym biznesem – ktoś w końcu produkuje podawane pacjentom trucizny. Jest popyt, jest podaż. A ktoś na tym niewątpliwie zarabia. Nie sposób jednak nie wspomnieć o tym, że medycyna zna wiele przypadków cudownych ozdrowień – cudownych, bo niewyjaśnionych. A to oznacza, że żadna choroba (przynajmniej w teorii) nie jest niewyleczalna. Czy jednak możemy wymagać od cierpiących, nieraz zwijających się z bólu osób, by czekały na cud? Gdy przygotowywałam się do napisania tego artykułu, zapytałam kilka osób w swoim otoczeniu co myślą na temat eutanazji jako takiej i śmierci na życzenie w przypadku małoletnich. Wszyscy twierdzili to samo: eutanazja powinna być ostatecznością, a decyzja o jej przeprowadzeniu – poza uzyskaniem zgody pacjenta (i jego rodziców, gdy mówimy o dzieciach) – musi być poparta opinią konsylium lekarskiego, w skład którego wchodzi też psychiatra. Do każdego przypadku trzeba podchodzić indywidualnie, bo znaczenie ma tu każdy aspekt – jak długo oraz na jaką chorobę cierpi pacjent. Jakie osoby go otaczają, czy może liczyć na ich bezwzględne wsparcie, czy z różnych przyczyn pozostawiony jest sam ze swoim cierpieniem. Czasem, nawet w sytuacjach, które wydają się beznadziejne, odpowiednia pomoc lekarza, właściwe dobranie leków, terapia, potrafią zdziałać cuda – powiedział mi psychiatra Sławomir Wolniak. – Byłbym bardzo roztropny i uważny przede wszystkim jeśli chodzi o ocenę stanu zdrowia psychicznego chorego , czyli prawidłową diagnozę. Nierzadko skonsultowaną też z innymi lekarzami. Należy rozpatrzeć wszelkie możliwości i szanse zrównoważenia jego zdrowia psychicznego. Najgorszą rzeczą byłoby postawienie nietrafionej diagnozy i zezwolenie pacjentowi na eutanazję, gdy w rzeczywistości istnieje szansa na wyleczenie. Druga sprawą są też sytuacje, w których osobie chorej lekarze nie dają szans na wyzdrowienie (niekoniecznie w przypadku chorób psychicznych) – po latach, a nawet miesiącach okazuje się, że po chorobie nie ma śladu, a lekarze nie są w stanie wyjaśnić takiego fenomenu. Dlatego moim zdaniem najpierw trzeba być pewnym niemalże na 100% co do trafności postawionej przez siebie diagnozy. Jeśli chodzi o eutanazję na życzenie, to byłbym wobec niej sceptyczny i odchodził od takich praktyk. Zawsze istnieje obawa, że nie zostały wyczerpane wszelkie możliwości leczenia. Często nie ma nawet 100% pewności, że diagnoza została właściwie postawiona. Nigdy nie wiadomo, czy nie zawiódł czynnik ludzki… Dlatego moim zdaniem trzeba korzystać z konsultacji z innymi lekarzami w sytuacjach tragicznych, nie bazować na jednym rozpoznaniu, żeby potwierdzić lub zaprzeczyć istnieniu choroby i podjąć wszelkie próby jej wyleczenia. I zawsze mieć nadzieję, bo nadzieja umiera ostatnia. Trzeba mieć też na względzie prowadzone badania nad komórkami macierzystymi – wykorzystywanymi do leczenia chorób opierających się dotychczas znanym metodom leczenia. Kiedy więc mówimy o świadomej decyzji podjętej w sprawie własnej śmierci? Historia zna przypadki przeprowadzania eutanazji na osobach w głębokiej depresji. Ta ciężka choroba zaburza przecież postrzeganie rzeczywistości i – już z definicji – wyklucza możliwość wyrokowania o sobie samym w tak ważnym temacie. Gdyby myśleć wyłącznie w kategoriach świadomości osoby chorej, to na przykład pacjenci cierpiący na depresję w każdym przypadku skazani byliby na śmierć. Są oni bowiem w takim stanie świadomości, że jedynym wyjściem z sytuacji, w której się znaleźli, jest dla nich śmierć – mówi psychiatra Sławomir Wolniak. Mam swoje zdanie w sprawie aborcji, przyjmowania imigrantów, polityki państwa i innych ważnych kwestii. Ale w sprawie eutanazji nie potrafię jednoznacznie opowiedzieć się po jednej stronie. Jestem jednak pewna jednego: jeśli kwestia „śmierci na życzenie” nas oburza, to znaczy, że jesteśmy w pełni zdrowi – nie cierpimy z powodu ciągłego bólu fizycznego czy psychicznego. Nie możemy sobie więc wyobrazić, co czuje osoba doświadczająca takich męczarni. Nie potrafimy wejść w pełni w jej sytuację. I pewnie nigdy nie będziemy w stanie zrozumieć jej decyzji. Czy w Polsce można wykonać eutanazję? Dwoje cudownych dzieci, kochający mąż, piękny dom… Czego można chcieć więcej? Miała wszystko, a mimo tego pragnęła umrzeć… Poznałam ją dawno temu, jeszcze jako małą dziewczynkę. Zaprzyjaźniłyśmy się. Później wyprowadziła się i kontakt się urwał. Jeszcze jako nastolatki spotkałyśmy się kilka razy. Potem nie dawała znaku życia. Od wspólnych znajomych dowiedziałam się, że skończyła studia, wyszła za mąż. Następnie ślad po niej zaginął… Dwa lata temu zobaczyłam w Internecie apel o pomoc. Rysy twarzy znajome, imię pasowało, tylko te oczy… Takie nie jej… Smutne, zrezygnowane, przygnębione… Byłam przerażona. Dawna przyjaciółka walczyła o życie… Walkę wygrała, choć przyznała mi, że pragnęła z całych sił umrzeć… Dlaczego? Poczytajcie… – Początkowo nie wierzyłam, że to się dzieje – napisała mi w mailu – Przecież jestem młoda, silna, tylko ból głowy mi dokuczał. Migrena pewnie… Niestety dawnej koleżance przyszło się zmierzyć z nierównym wrogiem – nowotworem. Walka była ciężka: kilka operacji, chemioterapia, radioterapia… Długie dnie, tygodnia i miesiące spędzone w szpitalu. – W pewnym momencie byłam tym wszystkim bardzo zmęczona. Nie mogłam już znieść wzroku moich dzieci, które niewiele rozumiały, ale bały się bardzo. Pogodziłam się, że umieram i chciałam umrzeć jak najszybciej. Mieć to już za sobą… Nie potrafiłam zrozumieć jej słów. Było to dla mnie nielogiczne. Zawsze wydawało mi się, że człowiek walczy do końca. Szczególnie, jeśli ma małe dzieci i jest młody. Myślałam, że jest to wystarczająca motywacja Ja chciałabym jak najdłużej zostać przy swoich dzieciach. Walczyłabym do końca… Zresztą trochę doświadczeń mam już za sobą i wiem, że bardzo chcę żyć… – Naprawdę? – spytała i zaczęła wyjaśniać – Dopóki byłam w domu walczyłam jak lwica. Robiłam codziennie setki zdjęć. Takich wspólnych z dziećmi, bo wcześniej to tak jakoś mało mnie na zdjęciach było. Ja mam niewiele zdjęć swojej mamy, chciałabym, aby one miały więcej. Później wszystko toczyło się szybko i nic prócz bólu nie pamiętam. I nie chodzi o ból fizyczny. Ten mijał po lekach… Cierpiałam najbardziej widząc je – zagubione i przestraszone. Ciągle myślałam, jak sobie poradzą beze mnie. I tak bardzo wierzyłam w to, że umieram, że aż umrzeć chciałam… Nie byłam w stanie wyobrazić sobie, co można czuć w takiej sytuacji. Zastanawiałam się, czy można jakoś poukładać swoje życie, jeśli wie się, że nie ma zbyt dużych szans na wyzdrowienie. Czy można choć w minimalny sposób przygotować dzieci? Nie wiedziałam, co myśleć… – W pewnym momencie spotkałam inną dziewczynę z podobną diagnozą. To ona pomogła mi się podnieść. – pisze dalej – Najpierw uświadomiła mi, że muszę się przygotować na śmierć. I nie chodzi tu o wymiar duchowy. Tylko tak całkiem ludzko. W coś mnie muszą przecież potem ubrać. Dzieci powinny mieć po mnie jakąś pamiątkę. Zaczęłam pisać listy do moich córek z różnych okazji. Na Urodziny, Święta, Pierwszą Komunię, a nawet Ślub. Pochłonęło mnie to całkowicie, że aż zapomniałam, że chcę umrzeć. Miałam jeszcze tyle spraw do załatwienia. Nie zauważyłam też początkowo, że wyniki są coraz lepsze i czuję się lepiej. Potem wszystko nabrało tempa i żyję… Przyjaciółka dziś czuje się dobrze. Wyniki badań ma dobre. Jedynie włosy ma krótsze niż wcześniej. Do dziś trzyma listy do swoich córeczek. Nie wyrzuca ich na wszelki wypadek. Mnie też zachęciła bym choć jeden list pożegnalny napisała. Po co? Jej mama zmarła nagle i ma niewiele pamiątek po niej. Taki list jest na całe życie – pisze. Ja jednak nie chcę kusić losu, by owy list uczynił przydatnym… chcę umrzeć Jak umrzeć szybciej i bezboleśnie? Jeśli masz pensamientos związane z samobójstwem Najlepiej porozmawiać z kimś, komu ufasz i oczywiście ze specjalistą. Nie milcz z obawy przed odrzuceniem lub dlatego, że czujesz, że nikogo nie wiele sposobów pomocy, na które możesz obecnie liczyć bez konieczności wychodzenia z domu. Po prostu musisz jak najszybciej udać się do kogoś. Pamiętaj, że nawet jeśli w tej chwili wszystko wydaje się stracone, zawsze jest rozwiązanie. pomyśl o tym cierpienie przez który przejdą Twoi bliscy i wszystko, co stracisz, jeśli się Jeśli czytasz ten artykuł z jakiejś chorobliwej ciekawości, jeśli po prostu lubisz myśleć o swojej śmierci w sposób abstrakcyjny lub studiujesz naukowo (lub piszesz książkę) tutaj znajdziesz dwa sposoby, dzięki którym człowiek może umrzeć szybko i bezboleśnie. Indeks treści1 Sposoby umierania szybko i pigułka Narkotyki i opioidy2 Najgorsze sposoby na śmierć3 Co robić przed uwagaSposoby umierania szybko i bezboleśnieChociaż każdy z nas w pewnym momencie pomyślał o pomyśle śmierć ogólnie lub konkretnie, na pewno Jednym z pierwszych wymagań jest to, aby był to sposób szybki i oczywiście jak najbardziej bezbolesny. Jest to trochę trudne, biorąc pod uwagę, że większość szybkich sposobów ma zwykle wysoką zawartość jednak takie, które spełniają te samobójczaŚmiertelna pigułka lub pigułka samobójcza to pigułka, kapsułka lub tabletka, której zawartość jest wysoce śmiertelna (zwykle cyjanek) i działa natychmiast i kapsuła Jest często używany w sytuacjach ekstremalnych. jako środek w celu uniknięcia tortur (i uniknięcia bólu) lub przez osoby, które znajdują się w podobnych (wysokich) i opioidyOpioidy to propozycja dla tych, którzy czegoś szukają szybki i bezbolesny ponieważ wpływają na część mózgu kontroluje oddychanie i ich przedawkowanie powoduje spowolnienie lub całkowite zatrzymanie. Innymi słowy, sposoby na śmierćZ drugiej strony, sposoby na powolne i znacznie bardziej bolesne umieranie tworzą szeroki katalog. Tutaj zostawimy ci jedne z najgorszych (chociaż mogą się na to nie wydawać) według z hipotermiiśmierć przez utonięcieśmierć przez ścięcieumrzeć we śnieOdwodnienieGłódoparzeniaRozprężanieBrak snu Co robić przed śmierciąIdąc tym tokiem myślenia, śmierć jest tylko rozwiązaniem lub końcem dla tych, którzy przez nią przechodzą, a czasami ci, którzy zostali, muszą zmierzyć się z tym, co pozostawiła ofiara, więc zawsze dobrze jest zostawić wszystko w porządku. Na przykład: Wyraź swoje ostatnie życzenia lub instrukcje, co zrobić ze swoją tożsamością cyfrową (konta w mediach społecznościowych). Wybierz miejsceWybierz tę osobę, która Cię odnajdzieRób rzeczy, które zawsze chciałeś robić, ale nigdy nie robiłeś, jak podróż samochodem bez ustalonego celuPrzekaż wszystko, co możesz (nawet swoją krew i narządy)uwagaTen artykuł nie ponosi odpowiedzialności za działania jego czytelników dotyczące treści tego artykułu. Mam 7 lat, w tym roku zacząłem szkołę. Bardzo tego nie chciałem, ale musiałem pożegnać się z przedszkolem, Panią Halinką i grysikiem na podwieczorek. A ten grysik był super, bo był ciepły, słodki, miał takie grudki i jak się go wolno piło, to zostawały wąsy pod nosem. Takie twarde, prawie, że na stałe. Choć ja na stałe nie chciałbym wąsów, bo jak się ma wąsy, to trzeba chodzić do pracy. Pani Halinka też była super, bo miała takie ogromniaste czerwone korale i zawsze się uśmiechała i mówiła, że kiedyś zostanę budowniczym na jakiejś wielkiej budowie, bo tak dobrze buduję. No w każdym razie, chodzę do tej szkoły i średnio mi się to podoba, bo trzeba siedzieć w ławce tyle czasu, nigdzie nie ma klocków i ciągle trzeba pisać. Ostatnio na przyrodzie zapisałem całą stronę. Całą! Myślałem, że sobie rękę zwichnę od tego pisania, tyle tego było. Ale dzisiaj jest piątek. Dzisiaj tylko 3 lekcje. Tylko polski, matematyka, plastyka i do domu! I babcia obiecała, że zrobi dzisiaj zupę zacierkową i da mi pociąć zacierki tym wieeelkim nożem. A po obiedzie będę mógł oglądać „Generała Daimosa” i bawić się LEGO, aż do nocy, bo nie muszę odrabiać lekcji na jutro. A jutro jest sobota i przyjdzie Pan Mikołaj! Sam jeszcze nie piszę tak ładnie jak dorośli, ale poprosiłem mamę i mama pomogła mi napisać list do Pana Mikołaja. Bo może Twoja mama Ci jeszcze nie mówiła, bo jesteś za mały, ale Mikołaj to jest taki Pan, który ma wielkie sanie, wielką brodę i ogromniastą torbę, w której trzyma wszystkie prezenty jakie tylko są na calusieńkiej Ziemi. I jak byłeś grzeczny cały rok, nie dostałeś żadnej uwagi do dzienniczka, ani żaden dorosły Cię nie okrzyczał, że malujesz mazakami po klatce albo podeptałeś kwiatki, to Pan Mikołaj do Ciebie przyjdzie. I da Ci prezent jaki tylko sobie wymarzyłeś, tylko wcześniej musisz do niego napisać list. No i być grzeczny właśnie. I jutro jest ta noc! Jutro Pan Mikołaj przyleci swoimi wielgachnymi saniami z końca Ziemi, gdzie jest tylko śnieg i nic innego, i przeciśnie się przez komin i zostawi mi prezent pod poduszką. I nie pytaj jak on to robi, że wchodzi do każdego domu, nawet jak ktoś mieszka w bloku, tak jak ja z mamą, i nie ma takiego komina, że się w nim pali, jak na filmach. Nie pytaj, bo nikt tego nie wie, a jakby wiedział, to Pan Mikołaj musiałby mu zaczarować język, żeby nikomu nie powiedział, bo to jest tajemnica. Ale przychodzi i wkłada prezent pod poduszkę, i robi to tak, że nawet nic nie poczujesz. Nawet jakbyś nie spał i czekał na niego całą noc, to on i tak, jak duch prawie, wejdzie tak, że go nie zauważysz w ogóle. Dopiero rano, jak wstaniesz, zobaczysz, że coś masz pod poduszką i że to właśnie to, co mu napisałeś w liście. Ja w tym roku prosiłem o zamek z LEGO, model 6082, ze smokiem i czarodziejem, który ma taką głowę obronną, że z niej wylatują kamienie jak ktoś go chce zaatakować, i smoczą jamę z bramą, w której smok się może chować i sobie spać. To nie jest główny zamek w mieście, tylko taki poboczny, ale jest bardzo ważny, bo jest tam czterech rycerzy – dwóch z kuszami, jeden z mieczem i jeden z toporem – i skrzynia ze skarbem. No i czarodziej! Także musi być ważny, bo skarbu i czarodzieja nie daje się byle gdzie. Zresztą mi się wydaje, że jest nawet ważniejszy od tego głównego, skoro smok tam jest i stamtąd nie uciekł. Już nie mogę się doczekać jutra! To już! To już! To już! Tak jak ja w dzieciństwie wyczekiwałem Świętego Mikołaja z wymarzonym zestawem LEGO, tak dziś wiele dzieciaków czeka na swój prezent 6-go grudnia. Ale go nie dostaje. Mimo, że napisało list, nie pobrudziło klatki schodowej i nie zdeptało nawet jednego kwiatka. I 24-go grudnia historia się powtarza. Nie ma pięknych sukienek, wypasionych samochodzików, ani nawet porządnej paczki słodyczy pod choinką. Często nawet nie ma samej choinki. I gdzieś, być może na Twoim osiedlu, być może w Twoim bloku, a być może drzwi obok, jest mały Jasiu, który bardzo, ale to bardzo mocno wierzy, że w tym roku będzie inaczej. A nie jak zawsze. Prezentu nie ma, a dzieciak nie może zrozumieć co zrobił źle. Czuje się kompletnie rozczarowany. Podejrzewam, że Ty też czujesz się lekko zawiedziony, bo po zdjęciu w zajawce wpisu, spodziewałeś się jakiegoś turbo-hiper-ultra gadżetu, a zobaczyłeś puste pudełko. Wyobraź sobie teraz jak musi się czuć kilkuletni chłopiec, który przez cały rok marzył o plastikowym Spidermanie albo korkach do gry w piłkę, ale tego nie dostał. Ani nic innego. Mało przyjemne, co? Żeby takich sytuacji było mniej, powstała akcja „Szlachetna Paczka”, która pomaga rodzinom żyjącym w niezawinionej biedzie i sprawia, że święta dają iskrę radości, a nie są najgorszym okresem w roku. Stowarzyszenie Wiosna (to samo, które tworzy Akademię Przyszłości), w zeszłym roku zorganizowało gwiazdkowe prezenty dla aż 17 684 rodzin, wywołując tym samym uśmiech na twarzach tysięcy dzieciaków. Ale nie zrobili tego sami. Oni są tylko świątecznymi pomocnikami, a prawdziwym kierownikiem elfów jesteś Ty! Jeśli chcesz bezinteresownie zrobić coś dobrego, podarować drugiej osobie gwiazdkę z nieba i sprawić, że w te święta nie będzie czuł się rozczarowany, masz na to 2 sposoby. Możesz albo wybrać konkretną rodzinę, skrzykując się ze znajomymi i organizując dla niej prezenty, albo wpłacić dowolną kwotę na utrzymanie “Szlachetnej Paczki”. Niezależnie co wybierzesz, to pamiętaj, że dobro wraca, bo nikt nie powiedział, że tylko blogerzy dostają dary losu! kobir, prowadzę rozmowę z Wiolą na PW i mówiłem jej, że ja już dawno umarłem. Co z tego, że chodzę, pije, jem, pracuje, robię zakupy? Jestem wrakiem człowieka pod względem emocjonalnym, nie potrafię budować zdrowych, normalnych relacji miedzy ludźmi, nie potrafię się zaadoptować w społeczeństwie, to nie jest życie, to niekończący się koszmar, codziennie doświadczam bólu, jakiego Nikt nie rozumie, a powiedz ile człowiek może znieść? ile w człowieku siły, czy są jakieś granice? Po wielu latach walki człowiek zaczyna nienawidzić samego siebie, zaczyna się obwiniać za wszystko co złe w jego życiu, nie potrafi nawet spojrzeć w lustro. Ludzie nie mają pojęcia jak cholerne to uczucie, jak To niszczy człowieka. To paradoks, walka z samym sobą. Walka gdzie nie ma zwycięstwa. Co pozostaje? alternatywa? dragi, alkohol, seks, a kiedy taka ucieczka nie pomaga? Śmierć...

chce umrzeć sposób najbardziej bezbolesny